logo

Hiszpania - Ibiza - Sant Antoni de Portmany

Data podróży

7 lipiec 2012, 12 październik 2011, 14 lipiec 2009 lato

Kraj

Hiszpania Ibiza

Region

Baleary

Miejsce lub okolica

Sant Antoni de Portmany
Relacja 2009

Ibiza, hiszpańska wyspa położona nad morzem śródziemnym, jest jedną z czterech zamieszkanych wysp archipelagu Balearów, a zarazem trzecią co do wielkości i ludności. Powierzchnia wyspy wynosi 571 kilometrów kwadratowych, na stałe zamieszkiwana jest przez ponad 100.000 mieszkańców. Głównych dochodem wyspy jest szeroko rozwinięta turystyka, rzekłbym - perfekcyjnie rozwinięta turystyka, jak również uprawa oliwek, owoców cytrusowych, migdałów oraz rybołówstwa. Pomimo niewielkich rozmiarów, na wyspie w sezonie co minutę ląduje samolot z kompletem pasażerów, szczególnie Anglików i Niemców, gdyż to oni stanowią najliczniejszą grupę turystów na Ibizie. Spotkaliśmy tam również kilkunastu Rosjan, Norwegów, oczywiście Hiszpanów z południa kraju oraz sześciu Polaków.

Wyspa jaszczurek, których jest tysiące, a może miliony? ma opinię najbardziej rozrywkowej wyspy w Europie, to wręcz imperium rozrywek, olbrzymich klubów (jest ich około 700 na wyspie), mogących pomieścić jednej nocy ponad 200.000 osób, to również miejsce, do którego przybywają najlepsi DJ'e z całego świata. Na Ibizie dzień nigdy się nie kończy, a dla większości młodych ludzi docierających na wyspę, dzień zaczyna się dopiero około 18:00, kończy przed 08:00, kiedy dyskoteki zostają zamknięte.

Ibiza była moim niespełnionym marzeniem, które zrodziło się około 7 lat temu. Od niemal 80 miesięcy marzyłem by dotrzeć na wyspę i odnaleźć w przepalonym słońcem klimacie nieco natchnienia wśród muzyki, która tutaj powstała oraz wśród wspaniałych krajobrazów, ślicznych, lazurowych zatoczek pełnych relaksu i zadowolenia.

Wyspa ta była moim guru, moją gwiazdą, moim top one wśród europejskich wysp i taki obraz utrzymywałem w myślach od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem rodzaj muzyki, który powstał w skromnym klubie na Ibizie, położonym nad brzegiem morza. Sama nazwa wyspy jak i nazwa gatunku muzycznego, który zmienił całe moje życie przyprawiała mnie zawsze o lekkie dreszcze. Choć to drobnostka, za każdym razem bardzo to przeżywam.

Ibiza to słowny ideał dla moich uszu, to również samochód, który wybrałem nie przypadkowo do codziennej jazdy.

Chill Out, bo tak nazywa się gatunek muzyczny powstały na wyspie to nie tylko muzyka. To mój sposób na życie, na problemy, na podejście do świata, ludzi, na nietuzinkowe przeżycia, na wszystko.

Turkus, turkus intensywny to kolor który uwielbiam, to kolor, którego od zawsze poszukuję na każdej wyspie, w każdej zatoce, zatoczce, a nawet w porcie. To także kolor samochodu, który...otóż to. Kolor morza oblewającego Ibizę to ponoć zasługa wodnego zielska nazywanego trawą Neptuna, które dotlenia morską wodę na maksymalnych obrotach.

Podsumowując : Ibiza jest Chill Out'owo turkusową wyspą i to jest mój world. Owszem, są na świecie wyspy nieprzepełnione imprezowymi turystami, głośnymi klubami, a nawet z ciekawszym odcieniem morza, ale żadna z nazw nie działa tak na moją wyobraźnię jak Ibiza. Ot, co.

Piątego lipca bieżącego roku skończyłem po około 25 dniach przygotowywać plan zwiedzania chorwackiej wyspy Korculi. Mapy, mapki, informacje pogodowe, rozkłady promów, pola campingowe, restauracje, to wszystko było już ładnie pozszywane i czekało do wyjazdu. Kiedy zostały 3 dni, zmieniłem decyzję.

Albo teraz, albo nigdy! I choć w dobie dzisiejszej logistyki i silnie rozwiniętego transportu lotniczego, lot na Ibizę nie stanowi większego problemu z Niemiec to za każdym razem kiedy pomyślałem o wyspie, pojawiał się problem z dojazdem, z racji braku bezpośrednich połączeń z Polski. Długo nie wiedziałem, lub nie chciałem wiedzieć jak ugryźć temat połączeń Polska - Ibiza, ale kiedy pojawiła się Agatka, skromna dziewczyna, kolejno narzeczona, a teraz śmiało mogę napisać z racji zmiany stanu cywilnego - żona, Ibiza w myślach przychodziła mi nad wyraz gładko. Nigdy nie brakowało mi chęci w podejmowaniu nowych wyzwań, nigdy nie brakowało mi także pomysłów na podróże, nigdy też nie czułem lęku przed wyjazdem na południe, północ, wschód czy zachód...lecz ewidentnie brakowało mi drugiego "pół", by podjąć spontaniczną decyzję i tym samym spełnić moje top wyspowe marzenie.

14 lipca około godziny 15:00 wyruszyliśmy autokarem w stronę wybrzeża Costa Brava w Hiszpanii. Transport Kraków - Blanes zapewniło nam krakowskie biuro turystyczne Olimp, które niestety nie posiada w swojej ofercie Ibizy, ale posiada kilkanaście destynacji zdecydowanie godnych uwagi. Jak zawsze szczerze polecamy, gdyż niejednokrotnie mieliśmy okazję sprawdzić się z ich ofertą live - na lądzie, na wyspie, w górach. Tym samym chcielibyśmy serdecznie podziękować za wszystko, Olimp - dzięki wielkie. Jesteśmy szczęśliwi!

Autokar wiozący grupę turystów do Blanes i Lloret de Mar, w tym również i nas był niezwykle nowoczesny i komfortowy. Kilkunastogodzinna podróż wiodła przez Czechy, Austrię, Włochy i Francję. Po drodze zaplanowany był 10 godzinny postój w Monako, dzięki czemu spędziliśmy kilka godzin w tym malutkim, potwornie bogatym państwie. Pobyt w Monako potrafi zmienić człowieka, ale o tym opowiem w relacji z jednodniowego pobytu. Dalsza część drogi wiodła widokowo piękną trasą, południem Francji. Po obejrzeniu filmu w autobusie dość szybko usnęliśmy. Kolejnego dnia podróży obudziliśmy się około 6-tej rano już w Blanes, wysiedliśmy z autobusu. Turyści z Polski, a była to w większości grupa młodych (obóz młodzieżowy) osób poszła na pole campingowe, no i my także weszliśmy za nimi. Nie zamierzaliśmy co prawda pozostać na wybrzeżu Costa Brava, ale wykąpać się...z ogromną chęcią. Wykorzystaliśmy moment i czmychnęliśmy szybko pod prysznice. Nie ma to jak poranna (...) i prysznic. W międzyczasie kiedy Agatka brała prysznic, skoczyłem do obok położonego mini - marketu i kupiłem pierwszą hiszpańską bagietkę na śniadanie. Kiedy już oboje byliśmy odświeżeni, ruszyliśmy pieszo w dalszą drogę.

Blanes - Barcelona

Blanes. Z campingu Roca udaliśmy się z "domem na plecach", ważącym łącznie 28 kilogramów w stronę dworca kolejowego. Nie powiem, pierwsze 500 metrów było wyraźnie ciężkie do przebycia, zwłaszcza dla kogoś, kto wykonuje pracę za biurkiem, a także nigdy wcześniej nie praktykował trzy tygodniowej podróży z plecakiem. Pomimo iż staraliśmy się z domu zabrać tylko najcenniejsze, najbardziej przydatne rzeczy, dopakowaliśmy w całości dwa 90 litrowe plecaki. Po pierwszych 500 metrach do stacji kolejowej pozostało jeszcze około 1,5 kilometra skrótem, który wyrysowałem z satelitarnej mapy, przygotowując na szybko podróż na Ibizę od strony technicznej. Po dotarciu na miejsce okazało się, że mój skrót co prawda okazał się dobry, bo zaoszczędziliśmy około pół kilometra, ale dotarliśmy na stację od pupy strony i tym samym nie mieliśmy jak kupić biletu, gdyż dotarliśmy nie po tej stronie bramek ;-)

Wybiegłem więc z powrotem na peron i rozpoczęło się poszukiwanie "luki" w ogrodzeniu by wejść na stację jak pan Bóg przykazał. Luki nie znalazłem, (ehh to nie PL) ale znalazłem bar, przez który ledwo ledwo się przecisnęliśmy z naszymi skromnymi plecakami. No, jestem już przy kasie, pójdzie łatwo i poszło. Kupiłem raz dwa bilety sieci kolejowej Renfe (Blanes - Barcelona, 6-ta strefa, 4,35€ za osobę) i wyszliśmy na peron (hmm, tu już dziś byliśmy ;-) Blanes zapewnia częste połączenia z Barceloną. Tym samym nie czekaliśmy długo i już po około 15 minutach byliśmy w pociągu. Godzina 8:30, temp. na zewnątrz 29 stopni, w pociągu było chłodno, klimatyzacja włączona. Czy w Polsce dożyjemy takich czasów ? Ruszamy!

Podróż pociągiem sieci Renfe Blanes Barcelona szybko umiejscowiła się nam w pamięci, a to za sprawą położenia samych torów. Ponad 80 kilometrów linią brzegową, zaledwie kilkadziesiąt metrów od morza, wzdłuż wybrzeża Costa Brava. Pięknie, ciepło, a nawet plaża naturystyczna po drodze się przewinęła co człowieka zmęczonego dwu dniową podróżą postawiła na nogi szybciej niż czarna kawa. Po około 90 minutach dotarliśmy do placu Catalonia w Barcelonie. Z placu po nieco ponad dwu kilometrowym spacerze Rambla, dotarliśmy do terminalu promowego Acciona Trasmediterranea w porcie. O kurcze, nie mogę uwierzyć, ponad 2000 kilometrów, dwa dni podróży i jeszcze tylko jedno okienko kasowe. Rzuciłem plecak, Agatce paszport zabrałem i pewnym krokiem poszedłem kupić bilety. Przyjemna pani w okienku pyta o cel, mówię "Ibiza" nie dowierzając że mogę to powiedzieć, pyta kiedy, mówię, że dziś o 22:00. Grafik promów miałem w palcu, przygotowałem sobie go będąc w domu, więc byłem pewien, że w dniu dzisiejszym prom wypływa właśnie o 22:00 z portu, problem tylko w tym, czy będą bilety bowiem nie rezerwowałem ich wcześniej i...były. Odwróciłem się do Agatki i choć kolejka za mną zrobiła się spora, krzyknąłem z bananem na twarzy...płyniemy :-) To był szybki orgazm. Pani oczywiście zapytała jeszcze, kiedy powrót na co odpowiedziałem po polsku, że nigdy, ale chyba nie zrozumiała (sic!). Odważyłem się więc napisać na kartce termin powrotny na 21 dni do przodu.

Mamy bilety, mamy wczesną godzinę , więc postanawiamy trochę pozwiedzać. Ten plan szybko nam wyjęła z głowy pani w Informacji. Okazało się, że nie ma w porcie żadnych dużych boksów, które moglibyśmy wynająć na kilka godzin i pozostawić plecaki. No to mamy około 10 godzin czekania, więc śpimy po 5 godzin na zmianę (jedna osoba pilnuje bagaży, druga śpi). W międzyczasie byliśmy jeszcze na kawie w portowej restauracji i oczywiście na śniadaniu, które przygotowaliśmy na ławce przy ruchliwej ulicy Barcelony, tym samym wywołując uśmiechy na hiszpańskich twarzach. Jedzenie pycha, polish pasztet z puszka with hiszpańska bagietka. Grr, już nigdy nie weźmiemy ze sobą pasztetów, żadnych! Co za cholerstwo.

Kiedy nadeszła godzina 22:00 i bramki zostały otwarte, poczułem ulgę. Pomyślałem, że chyba śnię, a przecież to takie normalne w dzisiejszych czasach, które dają wiele możliwości. Wystarczy tylko mieć kilka wolnych dni, parę złotych na karcie i można być wszędzie. Wszyscy to wiemy, ale ten próg który przekroczyłem przy odprawie bagażowej w porcie, wywołał u mnie silne emocje. To była piękna chwila. Każda chwila w podróży jest piękna, ale ta była najsilniejsza, inna niż wszystkie. No to płyniemy, hurra!

Zapomniałem napisać o jednej sytuacji w porcie, otóż gdy tak sobie leżeliśmy na naszych plecakach, podszedł do nas chłopak i zapytał czy z Polski jesteśmy. Woda mineralna Tymbark stojąca na podłodze nas zdradziła? Chwilkę porozmawialiśmy po czym straciliśmy kontakt. Po wejściu na prom, wybraliśmy miejsca, kolejno posiłek, wieczorna toaleta i przez szybę widzę jak zaczynamy się oddalać od brzegu. Emocje podwójne, jeszcze tylko 10 godzin i będziemy na Ibizie. Agatka zasnęła szybko, ja jeszcze przejrzałem mapy oraz informacje które zanotowałem w domu, po czym zabezpieczyłem bagaże i usnąłem bez dobranocki.

Cisza, spokój, śpimy...bimmm, ladies and gentleman, zabrzmiała okrętowa informacja...wyskoczyłem ze śpiworu jak z procy, odsłoniłem zasłony, 6:30 rano...na horyzoncie widać ląd. I po spaniu, banan na twarzy i niedoczekanie. To na pewno Ibiza i jej stolica Eivissa! Nie długo później wstała za nami śpiąca para, która okazała się tą, poznaną w porcie w Barcelonie. Fajnie. Od słowa do słowa i Dawid z Kasią zaoferowali nam podwózkę z Eivissy do San Antonio. Hmm, fajnie do potęgi! Dawid pracuje na Ibizie, buduje, projektuje, w drodze do Sant Antoni de Portmany dał nam kilka wskazówek i zaproponował meeting.

Camping Cala Bassa

Z Eivissy (Ibizy) stolicy wyspy do San Antonio prowadzą dwie drogi, w tym jedna autostrada o długości nieco ponad 12 kilometrów. Kasia z Dawidem podrzucili nas na dworzec w San Antonio, skąd dalej miejskim PKSem udaliśmy się do Cala Bassa. Miejscowość, a raczej wioska Cala Bassa położona jest około 13 kilometrów od San Antonio, drugiego co do wielkości miasta na wyspie.

Wioska nie oferuje nic poza campingiem, jedną restauracja i przepiękną plażą. Po dotarciu na camping, wybraliśmy miejsce pod namiot i postawiliśmy go na nogi, po czym poszedłem zagotować wodę w kubkach turystycznych, do których nasypałem zupkę z torebki. Hmm, kucharz ze mnie żaden. Zupa była bardzo słona. W pierwszej wersji zwaliłem winę na Winiary, później jednak okazało się, na tym campingu po prostu leci słona woda z kranu ;-)

Cala Bassa

Plaża Cala Bassa to prawdziwy rarytas! Turkusowe, ciepłe morze w zatoczce pozwoliło nam kąpać się do godziny 21:00 tegoż dnia. Wokół plaży nie widać żadnych budynków. Po powrocie, na polu campingowym panowała miła atmosfera, a to jakieś delikatne rify gitarowe, a to ktoś grilluje, my przygotowaliśmy posiłek i poszliśmy spać. Tak, tak, tylko...jak spać w ponad 25 stopniach panujących o godzinie 23:00? W namiocie upał. To była nasza pierwsza wspólna noc pod namiotem, w dodatku około 2600 kilometrów od domu. W zasadzie ciężko było ją przespać, bo było gorąco i człowiek jakiś taki nieprzyzwyczajony do spania na materacu w śpiworze. Następnego dnia obudziłem się chyba jako pierwszy na campingu, była 6:30. Wychyliłem głowę poza namiot i doznałem szoku. Ludzie tutaj wcale nie śpią w namiotach, a obok na materacach :-)

Camping Cala Bassa ma dwa poważne minusy. Jednym z nich jest słona woda w kranie, drugim są wysokie ceny w sklepie na polu campingowym podyktowane 3,5 kilometrową odległością do najbliższego marketu. Woda mineralna na campingu niegazowana kosztowała 2€, gdzie ta sama woda w markecie Spar w Eivissie czy San Antonio kosztowała od 0,20€.

Cala Codolar

Następnego dnia po śniadaniu wybraliśmy się na plażę Codolar. Aby do niej dotrzeć, doszliśmy pieszo 3,5 kilometra do drogi głównej, a kolejno udało się nam złapać stopa, którym dotarliśmy w okolice plaży Codolar oraz plaży Comte. Od momentu opuszczenia pojazdu wesołego Hiszpana, zostało nam około dwóch kilometrów, które pokonaliśmy pod górkę w ciągu 30 minut. Codolar to cudowna, wciśnięta w ląd zatoka, bardzo klimatyczna, kameralna. Na plaży zjedliśmy śniadanie, spędziliśmy tu około czterech godzin po czym wróciliśmy do punktu, w którym wysiedliśmy z auta i poszliśmy pieszo około 1,5 kilometra na plażę Comte.

Cala Comte

Plaża Comte składa się z trzech pięknych plaż, w tym z dwóch zatoczek o nieskazitelnie bajecznym odcieniu turkusu! Zatoczki Cala Comte wciśnięte w malownicze klifowe skały zrobiły na nas niemałe wrażenie :-) Na Cala Comte można dostać się z np. Sant Antoni de Portmany miejskim autobusem. Znajduje się tutaj także klimatyczny bar, położony nieco nad poziomem morza z widokiem na trzy strony świata. Polecamy!

Cala Tarida

Tarida, plaża o długości około jednego kilometra jest jedną z najbardziej polecanych plaż na wyspie, a zarazem najdłuższą, oferującą biały piasek w zachodniej części wyspy. Do kolorów morza już się przyzwyczailiśmy. Wszędzie są one bardzo intensywnie turkusowe, piękne. Tarida to również mała miejscowość, w której znajduje się kilka sklepów. Na plaży spędziliśmy około trzech godzin po czym postanowiliśmy się wybrać do sąsiedniej Cala Moli.

Cala Moli

Do Cala Moli dotarliśmy spacerem z Cala Tarida w około 50 minut i szczerze muszę przyznać, że nie była to trafna decyzja. Po pierwsze długie zejścia i tym samym długie podejścia, a Cala Moli nie oferuję nic ciekawego. Od taka sobie kamienista zatoka, wciśnięta w ląd, wycisnęła z nas spory zapas wody, a nie dała nic w zamian. Jedynym plusem tego spaceru, była możliwość zobaczenia jak zróżnicowana potrafi być wyspa.

Kolejny poranek i popołudnie spędziliśmy na Cala Bassa. Około godziny 16 spakowaliśmy namiot i wróciliśmy ostatnim autobusem do San Antonio. W końcu będziemy mieć dostęp do normalnych cen artykułów spożywczych!

Sant Antoni de Portmany



Miasto Sant Antoni de Portmany to jeden z najważniejszych ośrodków turystycznych, to także miasto w którym nie sposób się nudzić. Dyskoteki, kilka plaż, zatoczek, duży dworzec autobusy oferujący połączenia z niemal wszystkimi pozostałymi miejscowościami na wyspie, liczne sklepy, bary a także port, z którego można popłynąć np. na wyspę Formenterę utwierdziły nas w przekonaniu, że powinniśmy tutaj zostać na dłużej i zostaliśmy...do końca pobytu na Ibizie. Plaża w San Antonio, położona w samym centrum miasta, tuż przy porcie oferuję czystą, ciepłą wodę morską (miłe zaskoczenie, w końcu to port, paliwo, statki) o turkusowej barwie oraz długie podejście. Jedyną wadą tej plaży jest zbyt duża ilość meduz, pomijając ruch, jaki panuje w centrum miasta.

Cafe Del Mar

San Antonio oferuje jednak coś więcej. To w właśnie tutaj, nad samym morzem znajduje się legendarna Chill Outowa knajpa Cafe Del Mar. W tym miejscu dopełniło się moje marzenie! Dotarłem, jestem szczęśliwy. Pomijając dość kiczowaty wygląd wewnętrzny Cafe Del Mar oraz pierwszy kontakt, który mnie delikatnie rozczarował, muszę przyznać iż wieczory spędzone w tym miejscu to istna poezja. Kiedy słońce powoli zachodzi, z głośników wydobywa się Chill Outowa lekka, nastrojowa, przestrzenna nuta, która została wylansowana właśnie przez DJów Cafe Del Mar. Nie ma żadnych efektów świetlnych, oprócz...zachodzącego słońca, którego czerwono - żółto - fioletowy blask oświetla twarze wszystkich tu zebranych. Tak właśnie to sobie wyobrażałem. Miejsc wolnych brakuje już dwie godziny przed każdym seansem - zachodem słońca. Jak już wspomniałem wcześniej, Chill Out sunset jest kwintesencją życia, był także naszą kwintesencją zabawy na Ibizie. Niemal każdego wieczoru przychodziłem tu z Agatką, by oglądać zachody słońca, wmieszać się w tłum, przeżywać tę chwilę z ludźmi z różnych stron świata, a każdy zachód kończył się licznymi oklaskami. To było wspaniałe doświadczenie. Z drugiej strony Chill Outowej knajpy znajduje się sklep firmowy Cafe Del Mar oferujący różniaste gadżety, płyty związane tylko i wyłącznie z Cafe Del Mar i Chill Outem.

W pobliżu Cafe Del Mar znajduje się m.in. słynna Cafe Mambo w której posłuchać można utworów świeżutkich, najnowszych. Ibiza jest wylęgarnią trance, house, chill out i innych. To niesamowite, że w każdym sklepie leci nuta idealnie zgodna z oferowanym towarem na półkach. Tu wszystko jest na miarę, na miarę dzisiejszego dnia, na miarę lansu i portfela turysty.

Camping San Antonio

Położony jest przy drodze wylotowej z miasta, około 5 minut spacerem od centrum. Na campingu znajduje się kilka bungalowów, obiekty sanitarne, basen oraz miejsca wyznaczone do rozbicia namiotów. Pierwszego dnia położyliśmy się około 23, po czym w rozmowie doszliśmy do wniosku, że mogliśmy tutaj się rozbić od początku pobytu na wyspie i dojeżdżać m.in. do Cala Bassa czy Tarida miejskim autobusem. O 23 usłyszeliśmy wielkie boooom, boooom, boooom. To boooom to tylko jedna z dyskotek. Po drugiej nocy spędzonej na campingu w San Antonio przyzwyczailiśmy się, nie było wyjścia ;-)

Cala des Moro

Plaża Moro to niewielkich rozmiarów plaża (około 50 metrów), położona przy wielkich hotelach, tuż przy betonowym deptaku miasta San Antonio. Plaża bez klimatu, choć ładna nie zatrzymała nas na dłużej. Ścieżką, biegnącą wzdłuż morza dotarliśmy do dwóch następnych plaż, Cala Gracio oraz Cala Gracionetta.

Cala Gracio

Cala Gracio położona na północ od miasta San Antonio, to śliczna zatoczka, na której można znaleźć miejsce dla siebie, idealna dla osób uczących się pływać. Cala Gracio oferuje rozkosznie ciepłą, turkusową wodę i dość kameralny klimat. To była jedna z naszych ulubionych zatoczek na Ibizie i szczerze polecamy ją, zwłaszcza rodzinom z dziećmi. Nieopodal Cala Gracio położona jest jeszcze mniejsza, przesłodka Cala Gracionetta.

Cala Gracioneta

Znalezienie miejsca na Cala Gracioneta graniczyło zawsze z cudem, zatoczka jest cudowna. Oferuje klimat 101% kameralny, gdyż pomieści raptem kilkanaście ręczników turystów. Kto ma szczęście ten odpoczywa kameralnie, korzystając z uroków słodkiej Gracionety.

Kolejnego dnia naszego pobytu na Ibizie, w godzinach porannych wybraliśmy się miejskim autobusem na drugą stronę wyspy do miejscowości Santa Eularia des Riu. Kiedy już dotarliśmy na miejsce, kontynuowaliśmy pieszo nasz trip w kierunku Cala Llonga. Próbowaliśmy łapać stopa, gdyż jak się okazało, dojście z Santa Eularia des Riu do Cala Llonga to wcale nie taka szybka sprawa, droga biegła pod górę, + 34 stopnie w cieniu. Po około trzech kilometrach, zacząłem machać do wszystkiego co się rusza i tym samym zatrzymał się Renault 4. Z samochodu wysiadł młody uśmiechnięty chłopak, po czym otworzył tylne drzwi i zaczął montować tylną kanapę. Podrzucił nas kawałek, wspaniale! Sama przejażdżka była inna niż wszystkie. Takie stare samochody stwarzają odpowiedni klimat podczas jazdy, ukazują myśli techniczne lat 60-tych :-) ubiegłego wieku.

Cala Llonga

Głęboko wcięta w ląd zatoka oferująca szeroką, piaszczystą plażę przypadła nam od razu do gustu. Pozostaliśmy tu korzystając z ciepłego, krystalicznie czystego morza do późnych godzin popołudniowych. Plaża otoczona jest zarówno hotelami, knajpkami, barami jak ogromnymi wzgórzami pokrytymi sosnowym lasem. Otoczka stwarza przyjemny, zróżnicowany klimat. Cala Llonga to typowy, kwitnący i tętniący życiem kurort nadmorski z licznymi udogodnieniami. Z Cala Llonga udaliśmy się autobusem do Santa Eularia.

Santa Eularia des Riu

Santa Eularia jest trzecim co do wielkości miastem na Ibizie. Jest również jednym z najważniejszych ośrodków turystycznych na wyspie. Podobnie jak w San Antonio, znajdują się tutaj liczne knajpy, restauracje, galeria, ekskluzywne sklepy, betonowy deptak wzdłuż morza, przystań jachtowa itd. Niestety brakło nam czasu na spacer promenadą która prowadzi z nowego portu w centrum miejscowości aż do starego, rzymskiego mostu, oferując spacer wzdłuż miasta i morza, gdyż musieliśmy się dostać na drugą stronę wyspy, a autobus na który czekaliśmy był ostatnim tego dnia.

Eivissa

Kolejnego dnia w godzinach porannych wybraliśmy się na cały dzień do stolicy wyspy, Eivissy lub jak kto woli Ibizy, gdyż stolica opatrzona jest obydwoma nazwami. Jest to trzecie co do liczby mieszkańców miasto Balerarów po Palmie na Majorce i Mahon na Minorce. Ibiza to nazwa nowoczesna, z kolei Eivissa to nazwa rdzenna. Stolica wyspy jest siedzibą rządu i biskupstwa, położona jest na wysokości 100m.n.p.m. Miasto składa się z trzech części - miasto górne Dalt Vila otoczone fortyfikacjami, solidnym murem, ułożonym z bloków równo przyciętych niczym klocki. Miasto dolne z rybacką dzielnicą Sa Penya oraz nowe miasto Marina, ciągnące się po portową promenadę.

Do stolicy wyspy dotarliśmy już o 9 rano, uliczny termometr w cieniu wskazywał temperaturę 30 stopni. Spacer po Eivissie rozpoczęliśmy od dzielnicy Dalt Vila, w której czas płynie zupełnie inaczej niż w kurortach. Sielanka, brak tłumów, pijanych Angoli, brak przepychu, 24 godzinnej zabawy. Mury obronne miasta, z siedmioma bastionami artyleryjskimi zbudowano w XVI w. Jak nazwa dzielnicy wskazuje - Górne miasto, starówka położona jest na szczycie stolicy i stanowi doskonały punkt widokowy. Rozciąga się stąd fantastyczna panorama miasta dolnego, dzielnicę Sa Penye i port. Widoczne było również lotnisko i startujące samoloty, choć oddalone jest około 10 kilometrów od stolicy.

Brama Herbowa (Portal de ses Taules), główna brama wejściowa do starego miasta, jest jedną z bram jakie prowadzą z dolnego miasta do górnego. Brama niegdyś chroniona zwodzonym mostem, obecnie chroni ją jedynie rampa. My zdecydowaliśmy się wejść od innej strony, od strony placu położonego tuż przy murach obronnych, a zarazem od miejsca, w którym zjedliśmy pierwsze i ostatnie śniadanie na świeżym powietrzu w stolicy.

W dzielnicy Dalt Vila mogliśmy zobaczyć m.in. Ratusz, który mieści się w budynku dawnego klasztoru i w którym warto spojrzeć na salę posiedzeń, udekorowaną obrazami przedstawiającymi historię wyspy. Z zewnątrz zobaczyliśmy warowny Kasztel, który stanowi centralny punkt dzielnicy Dalt Vila. Kolejno odwiedziliśmy katedrę Santa Maria de ses Neus - Matki Boskiej Śnieżnej, której architektura odzwierciedla zmienne koleje dziejów wyspy oraz barokowy klasztor - kościół Santo Domingo zbudowany z końcem XVI wieku, w którym na szczególną uwagę zasługują zdobione sklepienia sufitu, a udekorowane kaflowe podłogi zachowały się w bardzo dobrym stanie. Na starym mieście odwiedzić można również muzeum archeologiczne, które przechowuje najciekawsze znaleziska z obszaru Ibizy i Formentery oraz muzeum sztuki współczesnej, które mieści się w dawnej zbrojowni bramy. Muzeum to zawiera dzieła artystów z Ibizy, pochodzące z XX wieku. Po spacerze aleją prowadzącą wzdłuż murów, udaliśmy się do dzielnicy Sa Penya.

Sa Penya

Sa Penya, dolne miasto. Miejsce, które swoim klimatem i oryginalnością trafiło w nasze zmysły. Labirynt wąskich uliczek otoczonych bielonymi domkami. Miejsce, gdzie nad głowami wisi świeże, pachnące pranie i z którego spadające krople, chłodzą nasze rozgrzane upałem ciała. Sa Penya to również oryginalne sklepy, liczne butiki, klimatyczne kawiarenki, oryginalne pamiątki, to także mały targ warzywny, rybny i oczywiście kilka straganików oferujących płyty CD m.in. z muzyką Chill Out, pochodzącą z Cafe Del Mar. Po spacerze po dolnym mieście wybraliśmy się do portu, by sprawdzić oferty firm oferujących jednodniowe rejsy na Formenterę.

W godzinach podwieczornych spotkaliśmy się w Eivissie z poznanymi w Barcelonie znajomymi, gdzie po piwie zakupionym w Mc'Donalds (w Polsce niedostępne) wybraliśmy się do ich hiacendy, a kolejno wieczór spędziliśmy wspólnie na jednej z plaż położonych w okolicy Salin. Dzień wypadł znakomicie. Dzięki Kasia i Dave! Hola Eivissa!

Cala Salada

Dwa dni po powrocie z Eivissy, postanowiliśmy wybrać się pieszo z Sant Antoni de Portmany do Cala Salada. Z mapy wynikało, że drogą asfaltową powinniśmy dotrzeć tam po około 2,5 kilometrach. W rzeczywistości okazało się, że Cala Salada położona jest nieco ponad 5 kilometrów od Sant Antoni de Portmany. Odległość od miasta nie była taka straszna, co sama droga, która najpierw prowadziła nas cały czas mozolnie w górę i pod górę i znów w górę (po drodze nie było ani jednego sklepu spożywczego, w którym moglibyśmy zakupić wodę, a woda mineralna, najlepiej zimna to Życie! Bez niej ani rusz), by kolejno licznymi zakrętami doprowadzić nas do samej plaży. O trudzie dojścia zapomnieliśmy przy pierwszym spojrzeniu na Cala Salada. Mistrzostwo świata! To jest prawdziwa Ibiza z dala od zgiełku i skwaru, to tu jest prawdziwy Chill Out, to tu właśnie turkus jest maksymalnie intensywny, to tu jaszczurki podjadały nam prowiant z plecaka! Zatoka Cala Salada oferuje dwie piękne plaże, wciśnięte głęboko w ląd oraz liczne półki skalne z których m.in. można skakać do perfekcyjnie ciepłego, turkusowego morza. Okolice plaży to kilka chat rybackich, kilka garaży dla łódek oraz dwie plażowe restauracje. Cala Salada to nasze trofeum, to nasze wspólne top one Ibizy, to idealne miejsce by rozbić namiot i cieszyć się zachodem słońca we dwoje!

Cala Portinatx

Portinatx, miejscowość położona w północnej części Ibizy oferuje wspaniałą zatokę Cala Portinatx owianą niebieską flagą. Idealne miejsce dla wszystkich, piękny odcień piasku, cudowny turkus, ciepła woda, szeroka płycizna, brak wiatru to tylko kilka zalet Cala Portinatx. Nie brakuje oczywiście wszystkiego co związane jest z ruchem turystycznym. Droga do Portinatx jest dość malownicza, po drodze do miasteczka spotkaliśmy m.in. liczne białe domki chłopskie, wiatraki, wieżę obronną, ogólnie typowe klimaty wyspowe. W Cala Portinatx spędziliśmy dłuższą część dnia po czym autobusem wróciliśmy do San Antonio tuż przed zachodem słońca.

Ses Salines

Saliny były ostatnim miejscem jakie odwiedziliśmy podczas pobytu na wyspie. Ses Salines to region basenów solankowych, położony na południu Ibizy, a także szeroka, długa, otoczona lasem sosnowym, piaszczysta plaża oferująca liczne wodne atrakcje (m.in. wynajem katamaranów, szkoła nurkowania), idealna na długie spacery. Po około trzech godzinach korzystania z wodno - słonecznych atrakcji, wybraliśmy się wzdłuż plaży na spacer, lecz miejscami piasek był tak gorący, że uniemożliwiał dalszą wędrówkę boso. Tym samym nie dotarliśmy do wieży obronnej, położonej nad brzegiem morza, około dwóch kilometrów w linii prostej od naszego plażowego ręcznika ;-)

Kolejne dni spędzone na Ibizie mijały sielankowo. W jednym z tych dni popłynęliśmy odwiedzić siostrzaną wyspę Ibizy - wyspę Formenterę (opis w osobnej foto-relacji). Pozostałe dni to także spacery, knajpki, zachody słońca w rytmie Chill Out, spotkania ze znajomymi, których poznaliśmy w porcie w Barcelonie, zakupy itd.

Po niespełna trzech tygodniach spędzonych na Ibizie, nadszedł czas powrotu do domu. Ostatniego dnia, w południe spakowaliśmy nasz budget hotel, wzięliśmy prysznic i pojechaliśmy do Eivissy, skąd o godzinie 19 mieliśmy wypłynąć w drogę powrotną do Barcelony. Do czasu wypłynięcia spotkała mnie śmieszna sytuacja w portowym WC. Pewien Hiszpan zajął kabinę, ja w tym czasie myłem twarz i w lustrze zauważyłem jak zza drzwi tejże kabiny wynurza się jego przerażona buzia. Odwracam się, a biedny chłopak pyta...(on) jest gdzieś papier? (ja) zaczynam szukać i mówię, że nie ma, (on) wielkie przerażenie w oczach, hrrrrrmmmmmmmmm oooooooo, a może jest obok w kabinie, (ja) zerknąłem i mówię, że niestety nie ma. Chłopak przeraził się tak bardzo, że oczy miał chwilowo większe niż głowa, (on) hrrrmmmmm ooooooooooooooooooo, (on) siada spowrotem i myśli. Cóż było zrobić, odstąpiłem mu ostatnią paczkę chusteczek. W chwili przekazania facet zrobił wrażenie najbardziej szczęśliwego człowieka na ziemi. Oczywiście jak powiedział z radością na ustach, zostałem jego najlepszym przyjacielem. Uratowałem mu...tyłek.

W drodze do Barcelony płynęliśmy przez Majorkę. Na Majorce mieliśmy krótki postój w porcie w Palmie, po którym spacerowałem w 2006 roku. Agatka choć przez chwilę mogła poczuć klimat kolejnej z wysp archipelagu Balearów. Kiedy usłyszała, że jesteśmy obecnie na Majorce, była tak bardzo przejęta, że wyskoczyła rozespana ze śpiwora popatrzeć na stolicę wyspy. Przez szybę w nocy zobaczyć można było nie wiele, ale też nie trudno było dostrzec pięknie oświetloną, majestatyczną katedrę w stolicy Majorki.

Około godziny 7 nad ranem byliśmy w Barcelonie i choć wydawać by się mogło, że plecaki winny być lżejsze, wcale takie nie były. Ah pamiątki ;-) Pociągiem Renfe dotarliśmy z Barcelony do Blanes, w którym zatrzymaliśmy się na jedną noc na campingu i dnia kolejnego ruszyliśmy w drogę do Polski. W drodze powrotnej z Hiszpanii spędziliśmy około godziny na spacerze w Gironie oraz około 10 godzin w jednym z najbardziej romantycznych miejsc we Włoszech...Wenecji. Spacer wąskimi uliczkami, mostkami połączony z prawdziwą włoską pizzą, dopełnił nasz tegoroczny trip podróżniczy.

Relacja 2011

Po powrocie z pierwszej wyprawy na Ibizę czuliśmy przez długi okres czasu niedosyt. Ta mała wyspa zrobiła na nas duże wrażenie. W połowie sierpnia 2011 roku znalazłem dłuższą chwilę by przyjrzeć się na spokojnie terminowi "tanie loty". Od strony do strony, od forum do forum. Powoli zbierałem informacje n/t taniego latania niskobudżetowymi liniami lotniczymi. Po kilkunastu dniach analiz postanowiłem zakupić bilety. Bilety miały zapewnić nam połączenie z Krakowa do Bergamo (Włochy). Mieliśmy polecieć tylko na pizzę. Kiedy pierwsza transakcja przebiegła pomyślnie, apetyt wzrósł. Tym samym po kolejnych kilku minutach byłem posiadaczem biletów z Krakowa do Bergamo i z Bergamo do Walencji (Hiszpania). Agatkę bardzo ucieszył fakt, że jednak chwilę odetchniemy od Polski.

Następnego dnia w drodze do pracy pomyślałem, że może z Walencji można gdzieś dalej polecieć, to był wspaniały deal! Do domu przyniosłem wydrukowane bilety lotnicze Walencja - Ibiza. O uśmiechu na twarzy żony nie napiszę, bo nie umiem ująć go w słowa :-) Tym sposobem dotarliśmy po raz drugi wspólnie na Baleary. Po drodze zwiedziliśmy włoskie Bergamo oraz hiszpańskie miasto Walencja, ale o tym w osobnych relacjach. Przed wylotem na Ibizę zarezerwowałem także hotel w Sant Antoni de Portmany za pośrednictwem booking.com.

Po kilkunastu dniach od momentu rezerwacji otrzymałem informację, że hotel nie ma zadowalającego obłożenia i będzie zamknięty od października, ale...w zamian za zaistniałą sytuację proponują nam miejsce w lepszym hotelu i lepszej lokalizacji. To się nazywa profesjonalne podejście do rozwiązania problemu. Tym samym za 45zł mieliśmy nocleg w super lokalizacji - ścisłym centrum drugiego największego miasta na wyspie z pełnym wyżywieniem. Yeah. Pozostało odliczanie dni do wylotu.

Wylot na Ibizę z Walencji odbył się w godzinach porannych, lot trwał zaledwie 28 minut. Ibiza 8 października przywitała nas około 8:00 rano deszczową pogodą. Zapowiadał się chłodny dzień z chmurą w tle, więc podjęliśmy szybą decyzję by nie jechać do hotelu, tylko zwiedzić jaskinię Cova can Marca, usytuowaną nieopodal portu Port de Sant Miquel. Do jaskini dotarliśmy dość szybko miejskim transportem publicznym.

Po zakupie biletów ustawiliśmy się w kolejce do wejścia. Przewodnik zaczął dzielić, english język na lewo, deutsch na prawo. My zostaliśmy w środku, pani się uśmiechnęła więc pytam, a polish ? Z Niemcami nie idziemy, zażartowałem. Tym samym zdałem sobie sprawę, że byliśmy jedynymi "innymi" spośród dużej grupy oczekującej na wejście. Dobra, wchodzimy.

Cave Can Marca

Zejście do jaskini jest ciekawie usytuowane bokiem klifowego wybrzeża. Pod nogami miejscami tylko rozbijające się o skały morskie fale. W tle rysowała się zatoka i Puerto de San Miquel jednocześnie oraz willa, zapewne bogatego człowieka. Jaskinia Cave Can Marca znajduje się około 25km od Sant Antoni de Portmany, naszego docelowego miejsca pobytu oraz około 20km od stolicy wyspy, Eivissy. Liczy ponad 100tyś. lat i położona jest około 14m.n.p.m. Odkryli ją podobno przemytnicy, którzy chowali w niej swoje towary. Większość pozostałości z przeszłości i ewentualnych znalezisk świadczących o formach życia w jaskini zostało oddane do muzeum w celu przedstawienia prehistorycznej fauny dawnych ziem śródziemnomorskich. Grota udostępniona została turystom w latach 80-tych ubiegłego wieku. Dziś jaskinia to oświetlony szereg korytarzy, jeziorek i pomieszczeń w których turysta może przyjrzeć się formacjom i naciekom w postaci stalaktytów i stalagmitów. Pod koniec spaceru jaskini odbywa się bardzo mini-show, czyli podświetlany różnymi kolorami sztuczny wodospad połączony z lekką muzyką w tle. Czy warto odwiedzić jaskinię ? Ocenę pozostawiamy Wam.

Po wyjściu z jaskini pieszo udaliśmy się do portu Sant de Miquel na małe zakupy. Najbliższy autobus do Eivissy mieliśmy dopiero za 90 minut. Pogoda wciąż nie dopisywała. Lekki deszcz na zmianę z wychodzącym za chmur październikowym słońcem. Zatoka Sant Miquel naszym zdaniem jest godna odwiedzenia w słoneczny dzień i być może kiedyś popływamy tutaj w ciekawszych okolicznościach pogodowych :-)

Około godziny 14:30 dotarliśmy autobusem do stolicy wyspy, a stamtąd kolejnym autobusem prosto do Sant Antoni de Portmany. Niestety bezpośrednie połączenie autobusowe z Port de Sant Miquel do Sant Antoni de Portmany dostępne jest wyłącznie do końca września, dlatego mieliśmy przesiadkę w Eivissie.

W hotelu w momencie odebrania kluczy do pokoju poprosiłem po hiszpańsku o rachunek. Recepcjonista nie bardzo zrozumiał o co mi chodzi, bo rachunek można poprosić w restauracji, a w hotelu o fakturę. Oj, że nie wpadłem na to, że faktura to faktura, a jak :-) Klucz mamy, dowody oddali, idziemy więc wziąć szybki prysznic i spacer do Cafe del Mar.

Wychodzimy z hotelu...o wyszło słońce! W końcu czujemy, że jesteśmy na Ibizie. Pieszo wzdłuż portu jachtowego w Sant Antoni de Portmany kierujemy się do Cafe Del Mar. Po drodze odwiedzamy nasze ulubione sklepy. Nie wiele się zmieniło przez te 2 lata, ale widać, że październik to nie lipiec. Pusto w sklepach, nie wiele osób na ulicach, w pubach czy ogródkach kawiarnianych. Mimo to bardzo sympatycznie, bez tłoku.

Pierwszy dzień na Ibizie w 2011 roku możemy skomentować jednoznacznie - wyspa nie ładnie nas przywitała, ale najwyraźniej w ramach przeprosin już pierwszego dnia pobytu zapewniła nam wspaniały zachód słońca na bulwarze zachodzącego słońca Cafe del Mar sunset. Kolejne dni na Ibizie mijały sielankowo. Odwiedziliśmy trzy ulubione plaże, Cala Gracio, Cala Gracioneta oraz Cala Salada do której tym razem dotarliśmy mało bezpiecznym szlakiem wzdłuż klifu przy okazji odwiedzając Cap Negret. Opis w/w zatoczek znajduje się w relacji z 2009 roku. Wieczory natomiast spędzaliśmy na spacerach w świetle zachodzącego słońca przy chill outowych rytmach Cafe del Mar.

Piątego dnia pobytu na balearskiej wyspie w godzinach porannych skierowaliśmy się na lotnisko by przez niespełna 30 minut poszybować do Walencji, a dnia następnego do włoskiej Bolonii i dalej do krakowskich Balic.

Jedno jest pewne. Ibiza jest piękna zarówno latem jak i jesienią.

Relacja 2012

Ibiza po raz trzeci ? To na prawdę nie było planowane. Tym razem na 14 dni. Na wyspę dotarliśmy za sprawą taniej linii czarterowej Enter Air, bilety kupiliśmy w TuiFly. Ibizę odwiedziliśmy w połowie lipca, gdy sezon wakacyjno - urlopowy trwał w najlepsze. Bary, restauracje i plaże zastaliśmy wypełnione przez turystów po przebiegi. Tym razem postanowiliśmy poznać miejsca, do których nie dotarliśmy wcześniej.

Es Canar

Nasza kolejna podróż na Ibizę zaczęła się na lotnisku w Katowicach, a przygodę na miejscu rozpoczęliśmy od Es Canar, malowniczego, przyjemnego miasteczka z polem biwakowym, kilkoma piaszczystymi plażami, licznymi tawernami, sklepami i cenami pod niemiecką klientelę. Es Canar położone jest około 27km od lotniska, w północno - wschodniej części wyspy. Zaletą miejscowości jest zauważalny brak pomimo sezonu urlopowego, licznego grona młodych turystów z Niemiec czy Wielkiej Brytanii. To całkiem dobre miejsce do wypoczynku dla rodzin z dziećmi.

Camping Es Canar na którym spędziliśmy kilka dni charakteryzuje się wyższymi cenami za pobyt w porównaniu np. z campingiem w Sant Antoni de Portmany, ale jest lepiej wyposażony, jest większy i zdecydowanie bardziej zadbany. Po dotarciu na miejsce i rozbiciu namiotu wybraliśmy się na pierwszy spacer po okolicy. Przyjemną promenadą ciągnącą się wzdłuż częściowo klifowego brzegu dotarliśmy do pierwszej, bardzo ładnej plaży Cala Nova.

Cala Nova

Plaża Cala Nova to szeroka, piaszczysta, długa plaża z łagodnym wejściem do morza. Położona jest pomiędzy miejscowością Es Canar a Sant Carles de Peralta. Na niewielkim klifie, tuż nad plażą znajduje się bardzo przyjemna restauracja z pięknym widokiem na morze aż po horyzont. Otoczenie plaży jest nieco dzikie, naturalne, porośnięte lasem sosnowym. Bardzo fajne miejsce na relaks o każdej porze dnia.

W drodze powrotnej z Cala Nova na camping Es Cana zatrzymaliśmy się na kilka chwil na miejskiej plaży Playa Es Canar. Idealna plaża dla rodzin z dziećmi. Położona praktycznie w centrum miejscowości, szeroka, piaszczysta z łagodnym i płytkim zejściem do morza, licznymi wypożyczalniami sprzętu wodnego i barami serwującymi hiszpańską kuchnię. Kolejnego dnia naszego pobytu udaliśmy się pieszo promenadą wzdłuż morza do plaży Cala Llenya.

Cala Llenya

Plaża, a raczej zatoka Cala Llenya jest jedną z ładniejszych w tej części wyspy. Szeroka, długa, miejscami dość płytka z złocistym drobnym piaskiem, otoczona rudym klifem i lasem sosnowym. Znajdują się tu wypożyczalnie sprzętu wodnego i restauracje.

Po spędzieniu dłuższej części dnia na Cala Llenya, popołudniową porą wybraliśmy się na spacer po bliższym i dalszym centrum Es Canar. Natrafiliśmy m.in. na przyjemny bar z lożami i basenem oraz widokiem na morze. Chill Out! Kolejnego dnia ulicami miasteczka wybraliśmy się na dłuższy spacer prowadzący do Cala Boix - Cala Bosch. Po drodze mijaliśmy typowo balearski typ zabudowy, białe niskie domki, otoczone licznymi kwiatami i palmami.

Cala Boix

Plaża położona jest około 7km od Es Canar. Dotarliśmy do niej pieszo, ale polecamy podjechać samochodem. Sama plaża nie zrobiła na nas pozytywnego wrażenia. Mała, otoczona wysokimi klifami i jako jedyna na wyspie z ciemnoszarym piaskiem.

Cala Mastella

Do Cala Mastella dotarliśmy późnym popołudniem w drodze powrotnej z Cala Boix. To jedna z najmniejszych plaż na wyspie. Kamienista, bardzo kameralna i dziewicza, wciśnięta głęboko w ląd. Oczywiście nie odmówiliśmy sobie chwili by popływać z rurką i maską. Z racji kamienistego dna, morze było nadwyraz spokojne, ciepłe i przejrzyste.

Następnego dnia przewieźliśmy nasz namiot na camping w San Antonio. Miejscowość Es Canar była dla nas nieco zbyt spokojna, poza tym chcieliśmy odwiedzić nasze ulubione plaże po drugiej strony wyspy.

Pierwszy dzień po tej stronie wyspy spędziliśmy w centrum Sant Antoni de Portmany oraz w porcie, a wieczór w Cafe del Mar. Inaczej nie wypadało ;-)

Dnia kolejnego odwiedziliśmy Es Pouet, plażę ulokowaną tuż za promenadą w San Antonio. Przyjemne miejsce w którym się wiele dzieje za sprawą bliskości centrum. To kolejna fajna plaża dla rodzin z dziećmi za sprawą płytkiego morza.

Port des Torrent

Po dłuższym leniuchowaniu na plaży Es Pouet wybraliśmy się na spacer główną ulicą w stronę Port des Torrent z przyjemną plażą Es Torrent. Na miejsce dotarliśmy, choć łatwo nie było za sprawą wysokiej temperatury jak na miesiąc lipiec przystało. Piaszczysta plaża w porcie Torrent była mocno zatłoczona, najbliższa jej okolica to liczne hotele z widokiem na morze. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na kilka chwil na plaży Punta Xinxo oraz Es Pinet. Wieczorem zdobyliśmy się na spacer po porcie i starówce Sant Antoni de Portmany, a zachód słońca spędziliśmy w Cafe del Mar.

Dalsze dni na Ibizie spędzaliśmy na plażach w okolicy Sant Antoni de Portmany. Nie odmówiliśmy sobie kąpieli na Cala Gracio, czy pobliskiej, malutkiej Cala Gracioneta. Dotarliśmy również pieszo na nasze ulubione plaże na Ibizie - Cala Salada oraz Cala Bassa. Wszystkie w/w miejsca opisaliśmy we wcześniej części relacji.

Trzeci pobyt na wyspie wspominamy bardzo dobrze i cieszymy się, że po raz kolejny mieliśmy okazję spędzić kilkanaście dni na Balearach. Podsumowując, łącznie na Ibizie spędziliśmy 1,5 miesiąca. Smażing, plażing i Cafe del Mar. Taka jest właśnie Ibiza! Czy jeszcze tu wrócimy? Może już czas na Minorkę.

Ceny

Piwo w Cafe Del Mar : 6€
Wino 70cl : 1,5€
Woda mineralna na campingu Cala Bassa : 2€
Woda mineralna w sieciach EroSki, Spar : 0,2€ za 1,5l. 3€ za 8l.
Fanta, Coca Cola, Sprite 2l. : 2,5€
Mleko 0,5l. : 1€
Bagietka : 0,90€
Pieczywo tostowe : 1,60€
Margaryna Flora : 1,40€
Jogurt Danone 4 sztuki : 1,20€
Parówki 8 sztuk : 1€
Jajka 6 sztuk : 1€
Chipsy Pringels : 1,50€
Lody (gałka) : 1,6€
Angielskie śniadanie : 5,5€
Obiad : 8€ - 22€
Pizza : 6,5€
Pizza na campingu Cala Bassa : 6,5€
Kartka pocztowa : 0,35€
Znaczek do PL : 0,65€
Kluby (ceny wejściówek), ES 40€, Eden 25€, Amnesia 40€, Privilege 30€, Pacha 47€, El Divino 25€, Space 35€

Bilety i opłaty

Camping Cala Bassa : 10€/os.
Camping San Antonio : 9,5€/os.
Camping Roca Blanes : 12€/os.
Hotel Don Pepe San Antonio: 11€/os.
Bilet kolejowy Blanes - Barcelona 4,35€/os.
Bilet autobusowy : 1,25€ - 2,80€, nocny DiscoBus : 3€
Wypożyczenie samochodu : 85€/doba
Rejs statkiem na Formenterę : 30€/os. w dwie strony
Połączenie promowe Barcelona - Ibiza - Barcelona : 110€/os.

Podsumowanie

Na wyspie można porozumieć się niemal w każdym języku. Komunikacja miejska kursuje na wyspie z dokładnością do sekundy, tabor jest klimatyzowany. Ceny na Ibizie są bardzo różne. Trzy najtańsze sieci spożywcze to Spar, EroSki oraz taka z króliczkiem w logo. Ibiza jest krainą kontrastów, każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Trampingowa podróż na Ibizę po raz kolejny utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto w życiu mieć zarówno marzenia jak i chęć realizacji tychże. Wyspa okazała się bardzo zróżnicowana. Podróż na Ibizę była moją najlepszą w życiu, najbardziej przygodową, zapewne z racji tego, iż zorganizowaliśmy ją wspólnie na własną rękę, a tego typu podróże niosą ze sobą mnóstwo nietuzinkowych wrażeń i zabawnych sytuacji. Trip udał się w 100%.

Informacje

Odwiedzin : 540,975 osób.
Podróżować to żyć, mawiał H.Ch. Andersen. Podróżuj z nami. Łączy nas wyjątkowa pasja :-)

Zdjęcia (680)

Atrakcje na mapie

Masz pytania?

sandra123 pisze : Czesc :) Dziekuje bardzo za odpowiedz. Jeszcze mam pytanie o wynajem rowerow. Czy sa dostepne czy tak jak z samochodami...ze wypozyczalnia jest ale juz wszystko zarezerwowane? Sandra

Podróże z pasją : Witaj, wypożyczalni samochodów jest sporo, ale Ibiza jest pod kątem cen wypożyczenia 2x droższa aniżeli Majorka. My rowerkami nie jeździliśmy, ale też nie widziałem wypożyczalni rowerów (być może nie zwracałem uwagi). Transport publiczny funkcjonuje doskonale :) Faktycznie w lipcu były problemy z wypożyczeniem auta klasy A, pomimo wysokiej (jak dla Polaka - 80E/doba za klasę A) ceny. Pozdrowienia!
sandra123 pisze : Witam. Bardzo podoba mi sie Twoja realcja z podrozy. Duzo przydatnych informacji :) Wyjezdzam na Ibize na tygodniowy tramping za ok 2 miesiace i mam pytanie dotyczace kampingow... czy trzeba zarezerwowac miejsce czy wystarczy przyjechac i dla malego namiotu (2) bez samochodu miejsce zawsze sie znajdzie? Czy pola namiotowe sa bardzo okupowane czy jest luz. Pytam bo jeszcze sie nie zdecydowalismy sie na ile dni gdzie sie chcemy zatrzymac... pod uwage biore Calla Nova i Calla Bassa, na dwoch odleglych koncach wyspy...pozdrawiam, Sandra.

Podróże z pasją : Witaj, miło że fotorelacja z Ibizy Wam posłuży. Na campingach nie ma problemów z miejscami, my byliśmy w lipcu i korzystaliśmy z dwóch, w SA i Cala Bassa. Przy dłuższych pobytach się targujcie (utargowałem bodajże 10% zniżki). Polecam camping w San Antonio ponieważ bardzo blisko jest dworzec autobusowy i supermarkety w których zrobicie zakupy w cenach jak w Polsce lub w niższych. Camping Cala Bassa ma o tyle wadę, że nie ma w pobliżu ani jednego sklepu i np. wodę min. trzeba kupować na campingu a tam ceny z kosmosu! Serio. Zdecydowanie polecam camping w San Antonio (choć sanitariaty gorsze) i dojeżdzać sobie autobusem do Cala Bassa. Poza tym z SA dostaniecie się wszędzie autobusem. I obowiązkowo zobaczyć Cala Salada (ok. 4 km pieszo od San Antonio) :) Jest warta dłuższego spaceru. Kolor morza, klimat, chill-out...Pozdrawiam, Konrad.
legolasb pisze : Hello, super stronka :) pomogla nam w organizacji naszej podrozy na Ibizę :) Byl to 2 raz, poprzednio samolotem, nie ruszalismy sie z Eivissa, w celu imprezowym :) tym razem tez glownie imprezowym ale i krajoznawczym. Przyjechalismy w 4 samochodem, promem z Barcelony. Wynajelismy domek na kempingu Cala Bassa, co do jakosci to ok, prysznic, wc, kuchnia, 2 sypialnie i salonik, schludnie. Przez 3 tygodnie autem zrobilismy po wyspie 950km, na rozne dojazdy, po zakupy. Bez watpienia strona poludniowa jest ladniejsza, bardziej ekskluzywna. Co do imprez to sa wspaniale ! Space, Privilege, Amnesia, Sankeys, Eden, Ushuaia dla nas to najlepsze kluby ! o znizkach na znane imprezy trzeba zapomniec :) bo takie nie istnieja :) ale tak bylo od zawsze. Kazdy dobry klub ma 1-2 imprez flagowych tygodniowo gdzie jest cala elita dj i gwiazd, a pozostale dni sa wejscia ze znizkami. Chodzac na plaze mozna spotkac osoby rozdajace znizki na wejscia do 1 rano, ktore dzialaja jezeli kupujemy bilety przy wejsciu do klubu. Bilety kupuje sie w outletach, boutikach ktore sa wszedzie w Eivissa, St Antonio , sa one juz ze znizka i czesto oferuja 1 drink lub plyte cd. To tyle co do imprez :)

Co do plaz to polecam bardzo przesledzic fotki Autora ,na ktorych mozna wszystko co interesujace zobaczyc i sie dobze przygotowac. Zachody slonca? logicznie strona zachodnia :) nie Eivissa, lol. Mielismy szanse 2 razy asystowac w Cafe Del Mar kolo St Antonio, gdzie klimat niesamowity jest, (rezerwacja stolikow na zachod), ale jednak uznalismy ze najladniejszy jest w Cala Conte , jest to w poblizu Cala Bassa, tam tez jest resto i zbiera sie wieczorkiem duzzo osob zeby romantycznie obserwowac zachod slonca. Oczywiscie wg wskazowek Autora udalismy sie na Fermentera :) Samochodem do Eivissa, w porcie jest kilka statkow co plyna na ta wyspe, plynie sie okolo 40 minut. na miejscu wypozyczalnia rowerow i mozna sobie pojezdzic po wysepce , ale wiadomo ze co nas interesowalo to plaza Ses Salines , tak jak Autor opisal, kolor morza powala :) i powala tez ilosc luzi na 1m2 , zeby znalezc miejsce w pelnym sezonie , na male 4 reczniczki , to graniczy z cudem, :))) ale tak czy inaczej wyspa jest niesamowita i do zaliczenia na 100%. Dziekuje Autorowi za wszystkie wiadomosci w relacji z podrozy , bo szczerze mowiac nie mielismy ochoty nic zwiedzac na poczatku , ...i to sie zmienilo. Kilka ostatnich informacji, cen i co przetestowalismy:
- cena za prom z barcelony do ibiza tam i z powrotem 4 osoby + auto(Balearia - 9h) 750e
- cena za przejazd na formentera z Eivissa - najtaniej 45e za osobe w 2 strony (balearia 80e) okolo 30-40 min, mozna taniej takim "autobusem" co plynie przez playa d'en bossa, jest niesamowicie przeladowany, i plynie okolo 1h40
- karta kredytowa jest obowiazkowa na kazdy wunajem auta , kaucja ktora karta sie rezerwuje (nie placi) to 600e ,
- wynajem skutera zwykly -30e za dzien; mocniejszy 45e
- rower - 6e za dzien (formentera) kaucja 20e za rower, ( w razie kradziezy 150e/rower)
- Camping : domek na wysoki sezon, 4 osobowy - 100e za dobe (25 na osobe) w domku jest 6 miejsc i moze spac 6 osob
- najlepszy camping wg nas - Cala Bassa, odwiedzilismy 3 inne z czystej ciekawosci

Kluby - najlepsze oferty (ewentualnie znizki) do klubow rozdawane sa na playa d'en Bossa, w okolicach Bora Bora .
do klubu nigdy nie chodzimy bez wczesniejszego zakupu biletow:), np na impreze z arminem, przy wejsciu do space bilety kosztowaly 70e, a w boutikach w Eivissa te same bilety kosztowaly 45e, a znizka na plazy dawala -tylko 5e przed godzina 1:) w amnesia na Cream drinki 20-25e, czy woda czy whisky :) Dziekuje jeszcze raz za pomoc ! Pozdrawiam.

Podróże z pasją : Ciesze się, że fotorelacje się przydają.
izus7777 pisze : Hej! mam pytania odnośnie tego biwakowego tzn. gdzie ono się dokładnie znajduje i czy jest tam w miarę bezpiecznie? a i czy nie orientujesz się moze gdzie/czy są jakieś schroniska młodzieżowe itp? z góry dziękuję za odpowiedz.

Podróże z pasją : Camping znajduje się przy drugim rondzie po prawej stronie, wyjeżdzając z San Antonio w stronę Eivissy (zaledwie 50m od centrum. Co do schronisk, hosteli...nie wiem. Nie korzystaliśmy, ale może hostels.com coś podpowie. Pozdrawiam.
monikanet pisze : Hej! Super jest ta stronka. Bardzo ładnie wszystko opisane. Ja wybieram sie w przyszlym roku na Ibize. Chcialam zapytac blisko ktorej częsci Ibizy polecalibyscie mi wynająć hotel: San Antonio czy Elvissa? Czy to ma sie tak do siebie: San Antonio- plazowania, a Elvissa- imprezy? My chcemy to jakoś pogodzić. Drugie pytanie: czy wziąść buty do wody, slyszlam ze są tam jeżowce, czy wy widzieliscie jakieś?

Podróże z pasją : Witaj, hotel poleciłbym wynająć w San Antonio. Co do imprez, duże kluby są i tu i tu, a największy o ile pamiętam na 5 kilometrze pomiędzy S.A. a Eivissą. Plażowanie - hmm, wszędzie, ale raczej nie w samej Eivissie, gdyż to miasto portowe. Polecam głównie Cala Bassa, Cala Salada, Cala Llonga :) Zdecydowanie powinniście popłynąć na Formenterę. Buty do kąpieli, zabieramy wszędzie. Na Ibizie większość jest plaż piaszczystych, stąd butki nie są potrzebne, ale nie zaszkodzi spakować. Jeżowców nie spotkałem.
macion92 pisze : No właśnie zastanawiałem się co nam się bardziej opłaca, jeśli będziemy jechać z Francji - czy płynąć z Barcelony, czy jechać kawał drogi do Denii, ale za to promem już kawałeczek... Ale myślę, że bardziej opłacalne będzie płynąć z Barcelony. Co do terminu, to będzie Sierpień 2011., raczej końcówka miesiąca. Jeszcze jeśli chodzi o nocleg - orientuje się Pan może w tanich Motelach? Bo zdecydowanie wolelibyśmy wydać więcej na imprezy, niż na nocleg :) A i jeszcze jedno pytanko co do klubów - My jesteśmy małolaty, po 18/19 lat, więc czy nie będzie problemem wejście do klubu? Wstęp +18, czy +21? ;) Co do cen w środku, to jesteśmy na to przygotowani :P Pozdrawiam.

Podróże z pasją : Sierpień to zbyt odległy termin, niestety Trasmediterránea i Balearia podają wolne terminy max. do maja na obecną chwilę, ale dla przykładu, bilet w 2 strony Barcelona-Ibiza-Barcelona od osoby to koszt 95-115 Euro (nawet w lipcu). Kwota nie zawiera jednak kosztu samochodu oraz kabiny. Zawiera za to miejsce siedzące, czyli fotel. Tanich moteli na Ibizie nie zauważyłem, co nie oznacza, że nie istnieją. Co do wieku i klubów, o ile pamiętam, nie wszędzie mogą wejść 18 latki, ale to już musisz konkretnie dowiedzieć się na stronach internetowych tychże, np. www.pacha.com.
macion92 pisze : Witam! Wybieram się ze znajomymi na Ibizę samochodem, gdyż przed wyspą "zahaczamy" o Francję. Czy orientuje się Pan mniej więcej w cenie promu, jeśli chodzi o samochód+2-3 osoby? Nigdzie nie mogę niestety tego znaleźć. Następna sprawa - czy nie jest problemem nocleg na polu namiotowym? Czy istnieją może jakieś tanie motele w okolicach San Antonio, ew. Ibizy? Jeśli tak, to jak te ceny mniej więcej się kształtują? Nie ukrywam, że wybieramy się tam głównie w celach rozrywkowych, więc sprawa klubów, jak wyczytałem w Pańskiej relacji, wejściówki są dość drogie, ale czytałem gdzieś w Internecie, że na ulicach miast chodzą pracownicy klubów i rozdają ulotki, które dają jakąś zniżkę na wejście.

Podróże z pasją : Skąd chcecie płynąć ? My płynęliśmy z Barcelony więc, żeby ocenić koszt, proszę o info : skąd i kiedy (termin). Nie ma problemu z miejscami noclegowymi i polecam zdecydowanie pole namiotowe w San Antonio. Ceny są nie wysokie, tj. około 10 Euro od osoby (w cenie 1/2 namiotu, małego 2 os.) Wystarczy wieczorem wyjść na spacer by zdobyć albo darmową wejściówkę, albo solidną zniżkę do klubów. Oczywiście sama wejściówka to tylko połowa sukcesu, ceny wewnątrz są równie wysokie ;-) także lekko nie będzie dla portfela.
Murdock pisze : Głównie wypoczynek i zwiedzanie wyspy. Do klubu to raz może zajrzymy. Chciałbym zobaczyć kilka miasteczek Portinax, Sant Miguel, Ibiza town i San Antonio i co się jeszcze ciekawego znajdzie. Jakaś dobra restauracja regionalna też na pewno. Ogólnie nie-imprezowe uroki wyspy, bo patrząc na zdjęcia widoki są niesamowite. Jak porównanie z Majorka? Z której wyspy ładniejsze wspomnienia ? Jaki polecasz tani i dobry market w Es Cana ? Ile płaciłeś za kemping, bo fotkach wnioskuje ze w namiotach nocowaliście.

Podróże z pasją : Polecam przede wszystkim wschodnie wybrzeże wyspy - plażowanie. W zasadzie to wszędzie można świetnie poplażować, do wielu zatoczek/plaż nie dotarliśmy więc te polecane to te ze zdjęć prezentowanych na stronie. Zdjęcia posiadają krótkie opisy, więc łatwo Ci będzie te miejsca odnaleźć na mapie wyspy. Ibiza vs Majorka ? Plażowanie na Ibizie jest 40% lepsze niż na Majorce, z kolei zwiedzanie/uroki malutkich osad/miasteczek są na korzyść Majorki + oczywiście Palma z katedrą.

Na Ibizie zwiedzanie niemal moim zdaniem nie istnieje. Oczywiście warto bardzo pospacerować Dalt Villa i Sa Penya w stolicy wyspy. Cp do wspomnień - jestem zakochany w Balearach więc wspomnień nie mogę porównywać :) Markety jakie polecam na wyspie, nie koniecznie w Es Canar to : EroSki, Spar i taki z króliczkiem. To najtańsze spożywki na wyspie. Za Resort;) płaciłem różnie, trzeba liczyć ok. 10 Euro w sezonie za os. + hotel (rozkładany ;) To był nasz pierwszy tego typu wyjazd (hotel na plecach) i zapewne nie ostatni.
Murdock pisze : Aha, dzięki. Może jakieś ogólne rady i wzkazówki co warto zobaczyć a co nie? Pozdrawiam.

Podróże z pasją : Jak zamierzasz spędzić czas na wyspie?
Murdock pisze : A nie orientujesz się ile kosztuje kurs takim stateczkiem?

Podróże z pasją : O ile mnie pamięć nie myli ok. 15-20 Euro od os.
Murdock pisze : Dzięki, a w jaki sposób dotarłeś do Es Vedry? Czy kursują tam jakieś autobusy? I jak jest z wypożyczaniem rowerów na Ibizie? Ile płaciliście za dobę na campingu?

Podróże z pasją : Do Es Vedry nie dotarliśmy, natomiast przepływaliśmy koło niej płynąc z San Antonio na Formenterę. Na Vedrę kursują z San Antonio małe stateczki wycieczkowe.
Murdock pisze : Lecę na ibizę w pażdz do dokładnie do es cana. Wszystko już mam zapięty na ostatni guzik:D tylko mam pytanie dotyczące auta. Czy potrzebna jest karta kredytowa czy wystarczy depozyt 300e by móc wypożyczyć autko? Nie posiadam karty a jak patrze na strony wypożyczalni to tylko z kredytowa karta można wypożyczyć...

Podróże z pasją : W większości wypożyczalni na wyspie potrzebna jest kredytowa, ale nie napiszę, że w 100% gdyż nie weryfikowałem tego ściśle, bowiem w lipcu samochody klasy A,B,C były not available, więc posiłkowaliśmy się miejskimi PKSami, które notabene jeżdżą z dokładnością do 30 sekund.
Imię : Wpisz obok cyfry 25201707 : Komentarz :

Wszystkie letnie podróże

Polska Kraków
Kraków
Polska
9 sierpień 2003
Słowacja Besenova
Besenova
Słowacja
17 sierpień 2003
Polska Dębno
Dębno
Polska
27 czerwiec 2004
Chorwacja Vrboska
Hvar
Chorwacja
6 wrzesień 2004
Grecja Nei Pori
Nei Pori
Grecja
6 czerwiec 2005
Francja Porticcio
Korsyka
Francja
20 lipiec 2005
Polska Rdzawka
Rdzawka
Polska
29 sierpień 2005
Polska Zawoja
Zawoja
Polska
30 sierpień 2005
Bułgaria Święty Konstantyn i Elena
Święty Konstantyn i Elena
Bułgaria, 3 lipiec 2006
Polska Rabsztyn
Rabsztyn
Polska
22 lipiec 2006
Polska Korbielów
Korbielów
Polska
19 sierpień 2006
Polska Rycerka Górna
Rycerka Górna
Polska
22 wrzesień 2006
Węgry Budapeszt
Budapeszt
Węgry
6 lipiec 2007
Polska Wisła
Wisła
Polska
1 sierpień 2007
Ukraina Lwów
Lwów
Ukraina
10 sierpień 2007
Włochy Florencja
Florencja
Włochy
31 sierpień 2007
Włochy Mesyna
Sycylia
Włochy
2 wrzesień 2007
Polska Jurków
Jurków
Polska
22 czerwiec 2008
Polska Poręba
Poręba
Polska
3 lipiec 2008
Polska Bochnia
Bochnia
Polska
3 sierpień 2008
Polska Baranów Sandomierski
Baranów Sandomierski
Polska, 10 sierpień 2008
Polska Tokarnia
Tokarnia
Polska
17 sierpień 2008
Polska Jurków
Jurków
Polska
31 sierpień 2008
Grecja Chrisi Akti
Thassos
Grecja
11 wrzesień 2008
Monako Monte Carlo
Monte Carlo
Monako
13 lipiec 2009
Hiszpania La Savina
Formentera
Hiszpania
28 lipiec 2009
Hiszpania Girona
Girona
Hiszpania
1 sierpień 2009
Włochy Wenecja
Wenecja
Włochy
2 sierpień 2009
Polska Łańcut
Łańcut
Polska
2 wrzesień 2009
Polska Ustrzyki Górne
Ustrzyki Górne
Polska
3 wrzesień 2009
Włochy Portoferraio
Elba
Włochy
27 czerwiec 2010
Polska Zubrzyca Górna
Zubrzyca Górna
Polska
17 lipiec 2011
Polska Wytrzyszczka
Wytrzyszczka
Polska
21 sierpień 2011
Polska Wrocław
Wrocław
Polska
4 wrzesień 2011
Polska Szczyrk
Szczyrk
Polska
4 lipiec 2013
Polska Przecław
Przecław
Polska
8 lipiec 2013
Polska Sandomierz
Sandomierz
Polska
30 sierpień 2015
Polska Zakopane
Zakopane
Polska
12 wrzesień 2015
Polska Tyniec
Tyniec
Polska
4 wrzesień 2016
Polska Myślenice
Myślenice
Polska
11 wrzesień 2016
Polska Lanckorona
Lanckorona
Polska
11 wrzesień 2016

Podróże z pasją

Podróże :

98


Zdjęcia :

11,276


Odwiedziło nas :

29,570,231

osób

Copyright © 2003 - 2017 kondi.pl - podróże z pasją - wszelkie prawa zastrzeżone | W3C CSS & HTML 4.01

Pliki Cookies : Ta strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką prywatności.
Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce. Rozumiem i akceptuję komunikat. Nie pokazuj więcej.